
Muzeum Rzemiosła Krosno
2026-04-28Krótki zarys historii powstania wzorca dworu, ewolucji jego formy architektonicznej i wnętrza od renesansu do pocz. XX wieku
2026-05-09
Muzeum Rzemiosła Krosno
2026-04-28Krótki zarys historii powstania wzorca dworu, ewolucji jego formy architektonicznej i wnętrza od renesansu do pocz. XX wieku
2026-05-09Opracowanie – Kombornia
Podmiotem niniejszego opracowania jest dom, jak w skrócie nazywano dom pański, centralny budynek dworu w pojęciu kompleksu zabudowań składających się na siedzibę szlachcica ziemianina.
Po raz pierwszy, w piśmiennictwie, dwór w Komborni pojawia się wraz z nabyciem go 26 lipca 1756 roku przez Adama Urbańskiego h. Nieczuja podstolego, a później stolnika sanockiego i deputata na Trybunał Koronny w 1756 r, żonatego z Anielą Grocholską h. Syrokomla, córką Michała pułkownika królewskiego, regimentarza partii ukraińskiej i Anny z Radzimińskich, siostrą wojewody bracławskiego Marcina.
W 1786 roku E.A. Kuropatnicki określił Adama Urbańskiego jako „obszernych włości pana”. Spodziewać się należy, że taki „pan”, wybierając Kombornię na swoją siedzibę, chciał mieć dom do swojej kondycji adekwatny. I tu natrafiamy na główny problem a mianowicie daty powstania domu pańskiego w Komborni.
Nie można wykluczyć, że Adam wybrał Kombornie na swoja siedzibę, gdyż w całym kluczu właśnie w niej znajdował się odpowiednio reprezentacyjny dom. Czy powstał wcześniej, ze starszej dwu lub trzy traktowej parterowej budowli, przekształconej w piętrową, dwu traktową, z kolumnowym portykiem, czy też sam Adam ją w ten sposób przebudował, nie ma specjalnego wpływu na datowanie dworu, które, takim razie można swobodnie przesuwać nawet do połowy XVII. Mielibyśmy wtedy do czynienia z klasycznym przypadkiem ewolucji formy architektonicznej dworu do czasu wykształcenia się jego wzorca w wersji z wieku XVIII.
Nie można wszakże wykluczyć wersji, w której Adam wybiera Kombornie właśnie dlatego, że nie ma tam odpowiedniego domu, ale są najlepsze warunki do jego wystawienia. Znamy przypadki (najbliższy w Iwoniczu), gdzie dotychczasowy dom (rzadcy czy właściciela) zostaje zamieniony w oficynę, po wybudowaniu okazalszego i bardziej dla Właściciela odpowiedniego domostwa. W przypadku Komborni, za tą teza przemawiają wynik badań piwnic oficyny dowodzące, iż jest starsza niż dom oraz to, że dom architektonicznie jest wzorem typowego dworu alkierzowego jakie budowano kiedy Adam kupował Kombornię.
Przy jednym wszakże założeniu: ze zamienimy elewacje i za frontową uznamy tę,obecnie ogrodową. Na potwierdzenie tej, karkołomniej z pozoru, koncepcji znajdzie się wiele argumentów.
Najsłabszym może jest ten, że dwory zwykle budowano tak, by elewacja frontowa ustawiona była na godzinę 11.00, a wiec na wschód. I właśnie tak ustawna jest obecna elewacja ogrodowa.
Wchodząc do dworu przez obecne drzwi frontowe, ma się wrażenie odwrócenia proporcji w wielkości pomieszczeń ustawionych na osi głównej. Niewątpliwie, obie sale mogły być kiedyś jedną sienią siedemnastowiecznego dworu. Ale w XVIII wieku, przebudowując dwory, dzielono to pomieszczenie na: mniejszą sień, mieszcząca się w pierwszym trakcie i większy salon za nią. Takie proporcje uzyskują pomieszczenia dworu dopiero, gdy wejdziemy do niego od strony obecnie ogrodowej. W układzie wnętrza trakt ogrodowy, jaki widzimy obecnie, nie nosi śladów przeróbek. Uznać więc można, że prezentuje się nam w swoim pierwotnym kształcie.
Kolejne potwierdzenie naszej tezy znajdziemy porównując elewację ogrodową dworu w Komborni z elewacją frontową dworu w Haczowie. Uderza w nich niezwykłe podobieństwo.
O Haczowie wiemy, iż nabył go Adam Urbański, a po jego śmierci odziedziczył jego syn Feliks. Wiemy również, że zaraz po objęciu Haczowa Feliks gruntownie przebudował dom, który dotrwał do naszych czasów w kształcie nie zmienionym, jeśli nie liczyć przeróbek we wnętrzu. Nie wiemy, oczywiście, na czym wzorował się Feliks podejmując przebudowę, ale czyż nie najprościej było mu zastosować wzorzec znany ze swojego domu rodzinnego?
I jeszcze jedno. Niepokojąco piękna aleja w parku w Komborni, flankowana olbrzymimi okazami dębów. Prowadzi ona od ślepej bramy w ogrodzeniu prosto, właśnie pod ogrodowa elewację dworu, urywając się nagle. Nie ma takiej drugiej w tym parku. Jest ewidentną pozostałością starego rozwiązania komunikacyjnego, na pewno sprzed, co najmniej, stu lat, a więc czasu rozbudowy zespołu i parku podjętej przez Marie Szeliska.
Oglądany od wschodu dom w Komborni, jest rzeczywiście pięknym przykładem osiemnastowiecznego wzorca architektonicznego dworu alkierzowego. Z tej też perspektywy najpełniej prezentują się nam jego cechy charakterystyczne. W świetle powyższej argumentacji, wschodnią elewację uznać należy za najstarszą, a co ważniejsze, za zachowaną w pierwotnym kształcie do naszych czasów.
Wydaje się również że dom nie podlegał znacznym przebudowom do końca XIX wieku. Po śmierci Adama Urbańskiego Kombornia trafiła w ręce jego syna Stanisława. Jak dowiadujemy się z Pamiętników Feliksa Urbańskiego, Stanisław młodość spędził na dworze króla Stanisława Poniatowskiego i większe miał zamiłowanie do Woltera niż do gospodarstwa. Mając jednak realistyczną ocenę swoich możliwości i znając trudne życie parających się piórem, na wezwanie ojca wrócił z Warszawy i zajął się gospodarstwem. Przeżywszy zawód miłosny poprzysiągł się nie żenić i w stanie kawalerskim zmarł.
Brak żony mobilizującej do poddawaniu się modnym nowinkom, sprawił chyba że nie odnajdujemy śladu zasadniczych zmian architektury domu za jego życia. We wnętrzach natomiast jemu, zapewne, zawdzięcza Kombornia klasycystyczne polichromie w reprezentacyjnych pomieszczeniach parteru. Wiemy o nim jeszcze że wyglądał jak
”…cześnikowicz, stary dziwacznej powierzchowności kawaler, dziwak ale zacny człowiek”…
Miał zwyczaj
…”chłopców z dóbr swoich wysyłać na wychowanie do Węgier; tam jedni wyuczeni węgierskiej muzyki wracali, by zasilić nadworna kapele, z która napadał spokojnych sąsiadów, przerażając kobiety i dzieci rykiem straszliwych czardaszy”….
Taką zapewne, odziedziczoną po stryju wraz Kombornią, kapelę zabrał Feliks Urbański ze sobą, jadąc na wesele Aleksandra Fredry o czym wspomina w swoich pamiętnikach.
Feliks jako sukcesor Stanisława rządził w Komborni krótko. Ta przyczyna oraz i to, iż dzieci się nie spodziewał sprawiła, że i on prac wielkich w Komborni nie prowadził. Jeżeli już, to coś może mieć do zawdzięczenia wnętrze Komborni jego żonie, która wiedząc o niemożności posiadania potomstwa, bardziej zajmowała się sukniami i modą niż gospodarstwem. Nie możemy tego jednak stwierdzić na pewno, gdyż w 1846 roku dwór padł ofiarą rabunku, jak i inne w czasie rabacji.
Chłopi nie zabili wprawdzie nieobecnego w domu Feliksa ale doszczętnie dwór ograbiono. Feliks oceniał swoje straty na 4000, detalicznie wyliczając tylko utratę 800 woluminów ze swojej biblioteki. Sam Feliks pojmania i tak nie uniknął, wraz z innymi powstańcami został pobity, zmaltretowany i znalazł się w sanockim więzieniu. Utrata zdrowia, jakiej w tedy doznał, sprawiła, że udał się do Wiednia na kurację, po powrocie z której zmarł w 1850r.
Po jego bezpotomnej śmierci jako właściciel Komborni wymieniany jest w galicyjskich skorowidzach miejscowości Piotr Tchórzewski. W Latach 80-tych majątek wraca jednak do Urbańskich choć nie w linii męskiej. Obejmuje go Maria Urbańska, od 1867 zamężna z Henrykim Szeliskim h. Szeliga.
Jej to, jak się wydaje, zawdzięczamy zasadniczą przebudowę Komborni, w modnym ówcześnie duchu eklektycznym. Jak wiemy od ks. Sarny, Maria w 1890 roku wybudowała ośmioboczna kaplicę pomiędzy dworem a oficyna. Następnie połączyła dwór z kaplica i dalej z oficyną przeszkloną oranżerią. Oficyna został przebudowana, stając się bocznym skrzydłem dworu. Powiązanie domu, oficyny i kaplicy spowodowało także przeobrażenie elewacji południowej dworu i całej koncepcji założenia. Zapewne wtedy elewacja ogrodowa stała się frontową. Przedłużono ja przez zrównanie z jej licem dwóch ścian alkierzy. Akcentował ją teraz wgłębny portyk. Do, zapewne istniejących już, trzech czworobocznych kolumn spiętych półkolistym łukiem dostawiono, po obu stronach, po dwie pary kolumn toskańskich identycznych do już istniejących po drugiej stronie domu. Całość stała się teraz ciekawą kompozycją brył o różnych kształtach, która bez dalszych zmian, w tym kształcie, zachowała się do dziś.
Marii Szeliskiej zawdzięczamy też przekomponowanie parku, który został powiększony, uzyskując cechy parków krajobrazowych. Jak ilustruje to zdjęcie dworu z ok. 1980 r, zarówno przed jaki i poza domem ciągnęły się rozległe, otwarte trawniki z porozrzucanymi na nich, kuliście przyciętymi, kępami krzewów ozdobnych oraz klombami kwiatowymi. W parku znajdowały się trzy altany bukowe i dębowa aleja.
Wiemy tez sporo o wyglądzie wnętrza w owym czasie. W komnatach reprezentacyjnych sufity wspierały się na ozdobnych fasetach. Szczególnym bogactwem odznaczał się, profilowana i zdobna w dodatkowe sztukaterie ornamentacyjne, faseta w salonie głównym. Posadzki parkietowe układane w listwy dużych kwadratów, wykonane były z dwóch gatunków i kolorów drewna. Były tam również, co najmniej dwa, kominki klasycystyczne z pocz. XIX wieku; jeden kamienny drugi budowany z cegły i otynkowany. Pokoje ogrzewały piece z wytłaczanych w desenie kafli. Ściany, niektóre o podziałach ramowych obiegały dołem lamperie, w salonie głównym częściowo profilowane, częściowo rzeźbione. Na obicia składały się tapety, a dawniej barwne tkaniny. Jak się wydaje, dwór w Komborni, do I wojny mieścił, sporo cennych dzieł sztuki. Świadczy o tym kilka zachowanych fotografii sprzed 1990r. Nie wiadomo który z Urbańskich był kolekcjonerem, nie wiadomo też co utracono w czasie rebelii 1846 roku i czy właściciele coś odzyskali.
Wśród, znanych ze zdjęć, pamiątek najcenniejszych znajdował się w Komborni portret Piotra Kmity marszałka wielkiego koronnego z 1553, a zapewne i inne, choćby portrety Urbańskich. Były tam piękne meble, z których znamy konsolę empirową, w dolnej części dekorowaną kolumienkami i ornamentem brązowym, w oprawie zaś zwierciadła górnego także kompozycjami figuralnymi. Stał na niej zegar kominkowy, w bardzo bogatej oprawie rokokowej, a po bokach, w tym samym stylu utrzymane, kandelabry w postaci mężczyzny i kobiety trzymających ramiona lichtarzy. Na ścianach po bokach lustra zharmonizowane z nimi kinkiety. Na komódce, o czterech nóżkach, zapewne mahoniowej, zdobionej brązami eksponowano dwie skrzyżowane buławy oraz wielki okrągły (srebrny czy cynowy) talerz z bogatym reliefem oraz kielich, prawdopodobnie oba francuskiej roboty. Do mebli najcenniejszych zaliczano jeszcze cztero szufladową szyfonierke ozdobioną brązami. Wśród przedmiotów dekoracyjnych były wyroby z brązu i stare tkaniny. Znaczenie dekoracyjne, oprócz praktycznego, miał też, pokryty bogatymi płaskorzeźbami, wysoki zegar stojący, może osiemnastowieczny. Inne zbiory nie są nam niestety znane.
Nie mając żadnego potomstwa ani bliskich krewnych, Henryk Szeliski zapisał Kombornię swojemu imiennikowi (może dalekiemu krewnemu), wówczas chłopcu – Henrykowi Antoniemu Szeliskiemu. Urodzony w 1900 roku zmarł w 1941 w obozie oświęcimskim, rodziny nie założywszy. Na mocy orzeczenia sądu okręgowego w Jaśle z 1943 roku, po śmierci Henryka Szeliskiego jun., Kombornie objąć miała, spokrewniona z nim prawdopodobnie, Stefania Janiszewska, pedagog Wyższej Szkoły Muzycznej w Warszawie, zamieszkała po wojnie w Wielkiej Brytanii. Ona z kolei pragnęła przekazać dwór swojej macierzystej uczelni, z która związana była przez wiele lat, z przeznaczeniem na ośrodek muzyczny lub dom wypoczynkowy.
Szkoła darowizny nie przyjęła wobec czego dwór podzielił smutne losy wszystkich innych siedzib ziemiańskich jakie spotkały je po 1945.
Dopiero teraz , czekają ją lepsze czasy…..